Dylan Dog: Golkonda! · Piąta pora roku

DylanDogBum1coverNiektórzy, tak jak Umberto Eco, mogą czytać komiksowe przygody Dylan Doga bez przerwy. Może nie jestem aż takim miłośnikiem londyńskiego detektywa mroku, jednak każdy wydany w Polsce tom jego przygód dostarcza mi sporo czytelniczej satysfakcji. Recenzowany tom spełnił pokładane w nim oczekiwania.

We Włoszech stworzona przez Tiziano Sclaviego seria cieszy się swoistym kultem. W Polsce swego czasu Dylan Doga wydawał Egmont w tomach zawierających najpierw jeden, a później dwa zeszyty oryginalnej serii. W tym ostatnim formacie przygody detektywa zaczęło publikować wydawnictwo Bum Projekt.

Wydany w tym roku tom zawiera dwie powiązane ze sobą tematycznie historie: Golkonda! oraz Piąta pora roku (odpowiednio 41 i 117 zeszyt oryginalnej serii). Obie mają nieco oniryczny charakter, pełne są groteskowego, czasem też makabrycznego, humoru. Jeśli kiedyś czytaliście Cagliostro!, to obie zamieszczone w tomie historie charakteryzują się podobną, lekko chaotyczną, przypominającą sen narracją. Chwilę czasu zabiera czytelnikowi poskładanie kolejnych fragmentów opowieści w jedną, w miarę spójną całość. Nie oznacza to, że nowe przygody Dylan Doga czyta się źle, ale przyjęta przez autorów formuła opowieści nie ułatwia odbioru tekstu.

Golkonda! i Piąta pora roku zawierają znaczną dawkę humoru. Autorzy oddali sporo miejsca asystentowi Dylana Groucho, z którego ust nieustannie wypływa potok dowcipów i ciętych komentarzy. Dowcipy, co prawda nie zawsze są zabawne, ale często udanie komentują zmagania głównego bohatera oraz jego przywary.

Tym, co stanowi o sile serii Sclaviego, są nawiązania do popkultury. Obie zamieszczone w niniejszym tomie opowieści wypełnione są mniej lub bardziej subtelnymi aluzjami do innych dzieł. Na przykład, eksperymentujący z bezsennością pan Dipslip, bohater Piątej pory roku, wygląda jak komisarz Jim Gordon. Repertuar intertekstualnych zabaw Sclaviego wydaje się być niewyczerpany, a odkrywanie kolejnych nawiązań daje sporo satysfakcji.

Nowe przygody Dylan Doga to sympatyczna lektura, zwłaszcza dla wielbicieli horroru ze szczyptą humoru. Tom Dylan Dog: Golkonda! · Piąta pora roku nie zawiera jednak najlepszych historii spośród dostępnych polskiemu czytelnikowi. Czekam na kolejne przygody detektywa mroku, tym razem bardziej w klimatach klasycznego horroru.

Na koniec powróćmy na moment do Golkondy!, w której to pojawia się piosenka brytyjskiego zespołu Demon. W wersji audio brzmi ona tak:


Dylan Dog: Golkonda! · Piąta pora roku (Dylan Dog: Golkonda! · La Quinta Stagione), Tiziano Sclavi (scen.), Luigi Piccatto (rys.), tłum. Jacek Drewnowski, Bum Projekt, Warszawa 2015.

Print Friendly, PDF & Email

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.